Wystarczy jeden kapelusz muchomora sromotnikowego, by u dorosłego człowieka doszło do ostrej niewydolności wątroby. Mimo to każdej jesieni na oddziały toksykologii trafiają osoby przekonane, że zbierały kanie, gołąbki czy opieńki. Zatrucia grzybami zwykle są podstępne, ponieważ pierwsze objawy pojawiają się z opóźnieniem, a uszkodzenie wątroby postępuje nawet wtedy, gdy chory zaczyna czuć się lepiej. Które polskie grzyby są wyjątkowo niebezpieczne? Jaki rozpoznać objawy zatrucia grzybami i jak reagować? Na te pytanie odpowiadamy w poniższym artykule, w którym omawiamy tematykę zatruć grzybami uszkadzającymi wątrobę.
Grzybobranie bezsprzecznie należy do ulubionych jesiennych zajęć Polaków. Według badania Centrum Badań Opinii Społecznej z 2018 roku aż 77% dorosłych przynajmniej raz w życiu zbierało grzyby, a 43% robiło to w ostatnim sezonie. Wśród aktywnych grzybiarzy 40% wybiera się do lasu co najmniej raz w tygodniu.
Popularność grzybobrania nie idzie jednak w parze z wiedzą. Tylko 27% ankietowanych deklaruje, że bez trudu odróżnia grzyby jadalne od trujących, a co piąty przyznaje, że nie ma żadnej wiedzy na ten temat. Skutki widać niestety w danych szpitalnych. Zespół lek. Jędrzeja Tkaczyka z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie podaje, że w Polsce rejestruje się rocznie od 500 do 1000 zatruć grzybami, z czego około 30% dotyczy dzieci poniżej 14. roku życia. Najwięcej przypadków przypada na sierpień, wrzesień i październik.
W polskiej florze grzybów trujących nie brakuje, nie wszystkie jednak grzyby są niebezpieczne dla wątroby. Część z nich uszkadza inne narządu. Zasłonak rudy zawiera orellaninę, która niszczy nerki. Z kolei muchomor czerwony i plamisty działają przede wszystkim na układ nerwowy.
Dla wątroby najgroźniejsze są natomiast gatunki zawierające amatoksyny, czyli cykliczne peptydy zbudowane z połączonych w pierścień aminokwasów. To one odpowiadają za zdecydowaną większość śmiertelnych zatruć grzybami. Problem polega na tym, że wiele z nich łudząco przypomina popularne grzyby jadalne.
Najgroźniejszym grzybem rosnącym w Polsce jest muchomor sromotnikowy, który w nowszej nomenklaturze nosi nazwę muchomora zielonawego. Według zespołu lek. Jędrzeja Tkaczyka z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie odpowiada on za 90-95% śmiertelnych zatruć grzybami w naszej strefie klimatycznej.
Lubelscy badacze zapytali też swoich pacjentów z potwierdzonym zatruciem, jaki grzyb według nich trafił na talerz. Najczęściej wskazywali na:
Te same toksyny zawierają też muchomor jadowity i muchomor wiosenny. Oba mają białe owocniki i występują rzadziej, ale ich spożycie prowadzi do równie ciężkiego zatrucia.
Amatoksyny występują nie tylko w muchomorach. Zawiera je również hełmówka jadowita – niewielki, brązowy grzyb rosnący w kępkach na butwiejącym drewnie. Jesienią często pojawia się w tych samych miejscach co opieńki, z którymi bywa mylona. Opisano przypadki zatruć osób, które zebrały i usmażyły hełmówki w przekonaniu, że są to opieńki.
Podobne zagrożenie stanowią czubajeczki. Przypominają miniaturowe kanie, dlatego niekiedy trafiają do koszyka razem z nimi. Część gatunków zawiera amatoksyny w ilościach wystarczających do ciężkiego uszkodzenia wątroby. Seria przypadków zatruć czubajeczką brązowoczerwonawą pokazała, że przebieg może być bardzo różny: od pełnego powrotu do zdrowia po konieczność przeszczepienia wątroby.
Najgroźniejszą z amatoksyn jest alfa-amanityna. Związek ten jest odporny na wysoką temperaturę, dlatego też gotowanie czy smażenie grzybów nie zmniejsza jego toksyczności. Po wchłonięciu z przewodu pokarmowego toksyna trafia do wątroby i wnika do hepatocytów, czyli komórek wątrobowych.
Wewnątrz komórki amanityna blokuje polimerazę RNA II – enzym niezbędny do odczytywania informacji genetycznej i produkcji białek. Pozbawiona tego mechanizmu komórka obumiera. Przegląd badań zespołu dr Brendana Le Daré z Uniwersytetu w Rennes wskazuje, że do zniszczenia hepatocytów przyczynia się też stres oksydacyjny, a niewydolność wątroby może rozwinąć się w ciągu trzech dni.
Amatoksyny atakują głównie komórki intensywnie produkujące białka, dlatego oprócz wątroby uszkadzają także nerki i nabłonek jelit.
Zatrucie amatoksynami rozwija się etapami, a jego przebieg łatwo błędnie ocenić. Wyróżnia się cztery fazy:
Okres utajenia – przez 6-24 godziny po posiłku nie ma żadnych objawów.
Faza żołądkowo-jelitowa – silne bóle brzucha, wymioty i obfita wodnista biegunka prowadzą do odwodnienia.
Faza pozornej poprawy – między 24. a 72. godziną dolegliwości słabną, choć aktywność enzymów wątrobowych rośnie.
Faza uszkodzenia narządów – po 4-9 dniach rozwija się niewydolność wątroby i nerek, a w ciężkich przypadkach śpiączka.
Największym zagrożeniem jest opóźnienie diagnozy. Zespół lek. Jędrzeja Tkaczyka zwraca uwagę, że w fazie żołądkowo-jelitowej próby wątrobowe są zwykle prawidłowe, przez co objawy łatwo wziąć za nieżyt żołądka.
Warto podkreślić, że śmiertelność zatrucia sięga około 20% u dorosłych i nawet 50% u dzieci.
Jeśli kilka godzin po posiłku z grzybów pojawią się wymioty, biegunka lub ból brzucha, należy niezwłocznie zgłosić się do szpitala i zabrać resztki potrawy
Na zatrucie amatoksynami nie ma skutecznej odtrutki, dlatego o rokowaniu decyduje czas. Rozpoznanie ułatwia oznaczenie alfa-amanityny w moczu, ale wynik jest wiarygodny tylko do 48 godzin od posiłku.
Leczenie obejmuje nawadnianie, wyrównanie elektrolitów oraz podawanie sylibininy z ostropestu plamistego i N-acetylocysteiny. Ich skuteczność opiera się na badaniach obserwacyjnych. W badaniu sylibininy wszyscy chorzy leczeni później niż 96 godzin po zatruciu zmarli lub wymagali przeszczepienia.
Przy ostrej niewydolności wątroby jedynym ratunkiem jest przeszczep. Zespół prof. Marka Krawczyka z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego przeanalizował 13 takich zabiegów. Pięć lat przeżyło około 54% chorych, gorzej rokowały osoby z wysokim stężeniem bilirubiny, co autorzy wiążą ze zbyt późnym skierowaniem do ośrodka.
Większości zatruć grzybami można uniknąć, przestrzegając kilku prostych zasad:
W razie wątpliwości grzyby można sprawdzić w stacji sanitarno-epidemiologicznej (sanepid). W sezonie wiele stacji prowadzi punkty poradnictwa, w których dyżurują grzyboznawcy. Ocena grzybów zebranych na własny użytek jest bezpłatna, natomiast grzyby przeznaczone na sprzedaż wymagają płatnego badania oraz atestu. Specjalista sprawdza każdy owocnik osobno, a okazy trujące lub budzące wątpliwości odrzuca.
Punkty działają zwykle tylko w szczycie sezonu, dlatego przed wizytą warto sprawdzić godziny dyżurów w lokalnej stacji. Należy pamiętać, że takiej oceny nie zastąpią aplikacje do rozpoznawania grzybów.