Kawa szkodzi sercu, drzemka to oznaka lenistwa, a ostre jedzenie niszczy żołądek – te przekonania towarzyszą nam od lat. Tymczasem nauka coraz częściej rehabilituje zachowania, które powszechnie uznawaliśmy za szkodliwe. Czy wiesz, które z codziennych przyzwyczajeń są złe, a które – wbrew pozorom – działają na Twoją korzyść? W poniższym artykule przedstawiamy niezdrowe nawyki, które okazują się zaskakująco zdrowe!
Kawa od lat cieszy się złą sławą. Napój ten był oskarżany o właściwości uzależniające, a także wywoływanie nadciśnienia tętniczego czy zły wpływ na serce. Tymczasem nauka coraz częściej staje po jej stronie.
Obszerna metaanaliza dr Poole’a z Uniwersytetu w Southampton przeanalizowała wyniki ponad 200 badań naukowych i wykazała, że regularne picie kawy wiąże się z niższą śmiertelnością ogólną, mniejszym ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych, cukrzycy typu 2, a nawet niektórych nowotworów – w tym raka wątroby i endometrium.
Kawa działa też ochronnie na wątrobę. Metaanaliza zespołu dr Kennedy’ego, opublikowana w Alimentary Pharmacology & Therapeutics w 2016 roku wykazała, że wypijanie dwóch dodatkowych filiżanek kawy dziennie zmniejsza ryzyko marskości wątroby aż o 44%.
Zaskakujące są też wyniki badań dotyczących zdrowia psychicznego. Zespół prof. Ascherio z Harvard School of Public Health wykazał, że osoby pijące 2-3 filiżanek kawy dziennie mają o 15% niższe ryzyko depresji. Badanie O’Keefe’a opublikowane w 2018 roku potwierdza, że optymalną dawką są 3-4 filiżanki dziennie – to właśnie przy tym poziomie spożycia korzyści zdrowotne są najsilniejsze.
Drzemka w środku dnia kojarzy się z lenistwem lub brakiem dyscypliny. Tymczasem jej dobroczynny wpływ na organizm potwierdzają badania naukowe. Badanie przeprowadzone przez dr Marka Rosekinda w NASA Ames Research Center wykazało, że 26-minutowa drzemka poprawia wydajność o 34%, a czujność aż o 54%. Nie bez powodu Google i NASA wyposażyły swoje biura w specjalne strefy do drzemek.
Badanie opublikowane w Heart Journal wykazało, że osoby drzemiące raz lub dwa razy w tygodniu mają mniejsze ryzyko incydentów sercowo-naczyniowych. Podczas krótkiego snu obniża się ciśnienie tętnicze i zwalnia akcja serca. Kluczem jest jednak długość – optymalne 20 minut poprawia koncentrację, pamięć i czas reakcji, bez ryzyka wpadnięcia w głęboką fazę snu.
Czekolada od lat figuruje na liście produktów, których „lepiej unikać”, zwłaszcza w kontekście dbania o figurę. Tymczasem gorzka czekolada – taka z minimum 70% zawartości kakao – to bogactwo flawonoidów, magnezu, żelaza i antyoksydantów.
Badania wykazują, że flawonoidy zawarte w kakao poprawiają elastyczność naczyń krwionośnych, obniżają ciśnienie tętnicze i zmniejszają ryzyko chorób serca. Gorzka czekolada działa też jak naturalny prebiotyk – czekolada o zawartości 85% kakao wspomaga namnażanie korzystnej flory jelitowej, która poprzez oś jelita-mózg pozytywnie wpływa na nastrój. 2-3 kostki gorzkiej czekolady dziennie zdecydowanie wystarczą, by czerpać korzyści zdrowotne bez wyrzutów sumienia.
Przeklinanie uchodzi za oznakę słabego słownictwa i braku kultury. Tymczasem dr Richard Stephens z Keele University w Anglii od lat bada zaskakujące korzyści płynące z używania wulgaryzmów. Wyniki jego badań trudno zbagatelizować.
W przeprowadzonym przez niego eksperymencie uczestnicy zanurzali dłonie w lodowatej wodzie – raz bez przeklinania, raz z pełną swobodą językową. Ci, którym wolno było przeklinać, byli w stanie znieść ból nawet dwa razy dłużej. Mechanizm? Przeklinanie wywołuje wyrzut adrenaliny i aktywuje reakcję „walcz albo uciekaj”, chwilowo podnosząc próg bólu. Kolejne badania zespołu Stephensa wykazały, że przeklinanie poprawia też wyniki w testach siły i wytrzymałości fizycznej.
Jest jednak jeden haczyk: efekt działa tylko u osób, które na co dzień przeklinają z umiarem. Regularne nadużywanie wulgaryzmów sprawia, że tracą one swoją moc.
Kręcenie nogą, bębnienie palcami w blat, ciągłe zmienianie pozycji na krześle – to zachowania, które od dziecka słyszymy, że należy w sobie tłumić. Nauka ma jednak nieco inne zdanie na ten temat.
Naukowcy z Mayo Clinic, z ekspertem ds. otyłości dr Jamesem Levinem na czele, wykazali, że drobne, mimowolne ruchy ciała – określane jakie NEAT (z ang. non-exercise activity thermogenesis) – mogą spalać nawet 350 kcal dziennie. To więcej niż niejeden trening.
Wiercenie się poprawia również cyrkulację krwi, co jest szczególnie istotne podczas wielogodzinnego siedzenia. Badania wykazały ponadto, że drobne ruchy poprawiają czujność, pamięć i koncentrację. Nie bez powodu naukowcy zachęcają, by nie hamować tego odruchu, zwłaszcza u osób z ADHD.
Ostre jedzenie ma złą reputację – uchodzi za winowajcę m.in. choroby wrzodowej żołądka czy refluksu żołądkowo-przełykowego. Tymczasem badania coraz częściej pokazują, że to właśnie kapsaicyna – związek odpowiedzialny za pikantność papryczek chili – może być cennym sprzymierzeńcem zdrowia.
Analiza danych ponad 485 000 uczestników chińskiego badania populacyjnego wykazała, że osoby spożywające ostre jedzenie 6-7 razy w tygodniu miały o 14% niższe ryzyko zgonu niż te jedzące pikantne potrawy rzadziej niż raz w tygodniu. Kapsaicyna poprawia elastyczność naczyń krwionośnych, obniża poziom złego cholesterolu LDL i działa przeciwzapalnie. Ma też właściwości termogeniczne – przyspiesza metabolizm i zwiększa spalanie kalorii po posiłku.
Co z żołądkiem? Wbrew popularnym przekonaniom kapsaicyna może działać ochronnie na błonę śluzową żołądka, pobudzając wydzielanie śluzu. Ostrożność wskazana jest jedynie u osób z chorobą wrzodową i zespołem jelita drażliwego.